Aktualności

Dzień Ofiar Zbrodni Katyńskiej

22 kwietnia 2020

W dniu 13 kwietnia obchodzony był kolejny Dzień Ofiar Zbrodni Katyńskiej. W tym roku jego obchody miały szczególny charakter ze względu na czas pandemii. Z inicjatywy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy powstała specjalna wirtualna ekspozycja poświęcona tej narodowej tragedii. Internetowa witryna przywołuje z imienia i nazwiska oficerów Wojska Polskiego, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, funkcjonariuszy Policji Państwowej i Straży Więziennej, urzędników i wszystkich innych przedstawicieli polskiej inteligencji, zamordowanych ludobójczo przez reżim sowiecki i pogrzebanych na cmentarzach w Bykowni, Charkowie, Katyniu i Miednoje. Strona z ekspozycją znajduje się pod adresem www.80rocznicakatynia.pl

Muzeum Lotnictwa Polskiego również pragnie przypomnieć jedna postaci tych tragicznych wydarzeń. Chcemy opowiedzieć o wyjątkowej lotniczce. Dziś – 22 kwietnia - przypada kolejna rocznica Jej urodzin i zapewne śmierci. Dla historyków lotnictwa jest postacią szczególną – nie ze względu na jakieś wybitne osiągnięcia lotnicze, ale na fakt, iż stanowi jeden z najtragiczniejszych symboli zbrodni katyńskiej.

Janina Lewandowska - Lotniczka w za dużym mundurze…

Wojna Obronna 1939 r. – 36 dni heroizmu i chwały armii polskiej w walce przeciwko trzem agresorom – wszak armie trzech państw najechały polskie granice. Jednak ani zbrodnie niemieckie, ani działania słowackie nie wzbudzają dziś już tak wielkich emocji. Jak niezabliźniona rana funkcjonują we współczesnej świadomości społecznej egzekucje dokonane przez „braci Moskali” w Charkowie, Miednoje czy Katyniu…Tragedia oficerów polskich, jaka miała miejsce między innymi na ziemi smoleńskiej, była wynikiem wypełnienia postanowień tajnego protokołu dołączonego do paktu Ribbentrop – Mołotow, w rezultacie, którego w dniu 17 września 1939 r. w głąb wschodnich granic Rzeczypospolitej wkroczyła Armia Czerwona.

Jakże często przeszłość i teraźniejszość idą ze sobą w parze – zwłaszcza w kontekście lotników i Katynia. Ileż razy przypadek w przeszłości sprawił, iż dziś można natrafić na coś niezwykłego – miejsce, osobę bądź wydarzenie. Ścieżki historii brukowane są niewiedzą i wielokrotnie zaskakują dramatem, bo skąd w obozie w Kozielsku wzięła się kobieta-pilot? Czy była oficerem, a jeżeli tak to, od kiedy? Co robiła przed wojną? Co o niej wiemy? Historia kołem się toczy - w swoiście pojmowany sposób ukazuje to biografia Janiny Antoniny Lewandowskiej de domo Dowbór-Muśnickiej.

Janina Antonina przyszła na świat 22 kwietnia 1908 roku w Charkowie, jako córka gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego i Agnieszki z domu Korsońskiej. Po powrocie do Polski mieszkała z rodzicami w Batorowie (obecnie Lusowo). Po ukończeniu gimnazjum im. Gen. Zamoyskiej w Poznaniu studiowała w Konserwatorium. Próbowała zostać śpiewaczką, co nie wzbudzało entuzjazmu ojca, który nie chciał, aby w jakikolwiek sposób opinia o rodzie została nadszarpnięta – wszak śpiewanie to nie było wówczas zajęcie godne dla młodej generałówny. Pomocnym okazał się tu także los – przeciętne zdolności nie pozwoliły Janinie na odniesienie sukcesu na scenie. Pracowała jako wolontariuszka na poczcie i dorywczo przy organizacji Powszechnej Wystawy Krajowej. Skoro nie mogła śpiewać postanowiła oddać się innej pasji. Będąc jeszcze uczennicą gimnazjum miała okazję podziwiać latające nad domem rodzinnym samoloty należące do 3 Pułku Lotniczego stacjonującego na podpoznańskim lotnisku Ławica. Generał Józef Dowbor-Muśnicki przyjął to z niekłamaną radością – córka ostatecznie zrezygnowała z kariery artystycznej na rzecz lotnictwa, do którego miłością zapałała podczas pokazów zorganizowanych z okazji Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu w 1929 r. Nie bez znaczenia był wpływ jej starszego brata Olgierda, który wówczas wiązał swą karierę z lotnictwem.

Jej kariera lotnicza to szereg kolejnych pytań. Czy była wybitną pilotką – trudno powiedzieć. Ówczesna fachowa prasa lotnicza milczy na jej temat - organy prasowe Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP) – „Lot Polski” i Aeroklubu Rzeczypospolitej – „Skrzydlata Polska” szeroko rozpisywały się w latach 1935-1939 o jej koleżance z Aeroklubu Poznańskiego Wandzie Modlibowckiej czy o jej późniejszym mężu - Mieczysławie. Niestety o Niej samej nie ma nawet wspomnienia. Wstąpiła w szeregi Aeroklubu Poznańskiego. Koneksje rodzinne wpłynęły na to, że już w 1933 r. prawdopodobnie została członkiem zarządu. W latach następnych odbyła wiele szkoleń z zakresu pilotażu – najpierw do kategorii A i B, które ukończyła na szybowisku w Rzadkowie koło Piły, a następnie do C pilota szybowcowego, które uzyskała w Bezmiechowej koło Leska w Bieszczadach.

Trudnym do ustalenia w światłe materiału źródłowego jest również okres, w którym zdobyła uprawnienia obserwatora i skoczka spadochronowego. Jako lotniczka musiała przejść szkolenie spadochronowe – jednak niewiele można powiedzieć o jej działalności sportowej na tej niwie. Wartym nadmienienia jest fakt, iż wielokrotnie pisano, iż jako pierwsza Europejka miała wykonała skok ze spadochronem z wysokości ponad pięciu tysięcy metrów, co niestety nie ma potwierdzenia w źródłach. W 1935 r. zaczęła latać na samolotach typu RWD-8 w Aeroklubie Poznańskim. Ukończyła Wyższą Szkołę Pilotażu oraz przeszła szkolenie uzupełniające we Lwowie oraz kurs w zakresie radiotelegrafii w Dęblinie. Janina Dowbor-Muśnicka została skierowana na uzupełniający kurs radiotelegraficzny do Lwowa w 1937 r. W 1938 r. została skierowana do Centrum Wyszkolenia Łączności w Zegrzu na przeszkolenie w obsłudze aparatów Hughes'a (juzach) będących wówczas na wyposażeniu armii polskiej. Rodzi się pytanie związane z jej późniejszymi losami - czy już wówczas jako uczestniczka kursu uzyskała stopień podporucznika rezerwy?

Janina była wysportowaną wysoką, zgrabną szatynką. Kobietą odważną i niezwykle samodzielną. Samodzielność stała się dla niej koniecznością życiową – najpierw umarła na gruźlicę matka, a w październiku 1937 r. na zawał serca zmarł ojciec – gen. Dowbor-Muśnicki. Rok po śmierci ojca zginął tragicznie brat Olgierd. Podczas rautu w poznańskim hotelu „Bazar”, znajdując się pod wpływem alkoholu przekroczył ramy przewidziane przez kodeks oficerski w stosunku do przypadkowej kobiety. Towarzyszący jej oficer zwrócił mu uwagę, iż przynosi swym zachowaniem hańbę nazwisku. Podchorąży pilot Olgierd Dowbor-Muśnicki przeprosił, wyszedł z sali, przystawił sobie do głowy lufę pistoletu i nacisnął spust.

Najprawdopodobniej we wrześniu 1936 r. Janina Dowbor-Muśnicka wzięła udział w organizowanych w Ramach XIII Tygodnia LOPP pokazach szybowcowych w Tęgoborzu koło Nowego Sącza i wówczas poznała Mieczysława Lewandowskiego. Był on podoficerem rezerwy lotnictwa i instruktorem w szkole szybowcowej w Tęgoborzu. Spotkanie z nim okazało się bardzo ważnym wydarzeniem w jej życiu. Gdy zakończyła żałobę po ojcu, a potem po bracie, postanowiła uregulować przed Bogiem i prawem związek z Mieczysławem. Ich ślub cywilny odbył się w dniu 10 czerwca 1939 r. w Poznaniu, natomiast ślub kościelny miał miejsce w Tęgoborzu. Janina Dowbor-Muśnicka przyjęła nazwisko męża. Wspólne, małżeńskie życie nie trwało długo. Wojenne chmury nadciągały nad Polskę w szybkim tempie i każdy bacznie obserwujący scenę polityczną obywatel starego kontynentu mógł prawo być pełen obaw o bezpieczeństwo własne i najbliższych.

W chwili, gdy ostatnie pociągi z letnikami wracającymi znad morza mknęły na południe, listonosze roznosili karty powołań dla mężczyzn. W dniu 24 sierpnia 1939 r. w 3 Pułku Lotniczym w podpoznańskiej Ławicy zawrzało - ogłoszono mobilizację. Napływ rezerwistów był szybki, całą jednostkę przestawiono na tryb wojenny. Napięta atmosfera zapanowała także w Aeroklubie Poznańskim. W dniu 1 września 1939 r. - z chwilą rozpoczęcia działań wojennych - wielu spośród członków Aeroklubu Poznańskiego znajdowało się już w jednostkach lotniczych. Janina Lewandowska nie otrzymała wezwania mobilizacyjnego – zgłosiła się ochotniczo jako pilot i juzistka do dowództwa 3 Pułku Lotniczego – przyjęto ją, jednak zapewne nie na zasadach takich jak w wypadku Zofii Szczecińskiej-Turowicz, Anny Leskiej, Stefanii Wojtulanis czy Wandy Modlibowskiej (nota bene z Aeroklubu Poznańskiego – więc koleżanki klubowej Janiny Lewandowskiej!). Kolejna kwestia zagadkowa - czy ze stopniem podporucznika czasu wojny? W dniu 3 września 1939 r. na fali entuzjazmu po wypowiedzeniu wojny przez Francję i Anglię, wraz z kolegami klubowymi odjechała pociągiem ewakuacyjnym ze Swarzędza w kierunku wschodnim wraz z częścią sprzętu i kompanią zapasową Pułku. Ewakuacją bazy dowodził kpt. pilot Józef Sidor. Koło miejscowości Nekla z powodu uszkodzenia torów jej grupa opuściła pociąg i pieszo pomaszerowała w kierunku Wrześni. Przemarsz odbywał się w trudnych warunkach - w dzień grupa kryła się w lasach, nocami posuwała na wschód. Janina Lewandowska zabrała z gabinetu ojca dwa pistolety. Po drodze lotnicy z aeroklubu napotkali rzut kołowy Bazy Lotniczej nr 3, do którego dołączyli. Tu pojawia się kolejna trudna do wyjaśnienia kwestia – mundur. Czy wówczas Janinie udało się umundurować – czy dostała od swoich kolegów męski mundur z dystynkcjami podporucznika polskiego lotnictwa, czy może był to mundur jej brata – rodzina mogła przechowywać pamiątkę po zmarłym tragicznie Olgierdzie. Ta sprawa nie jest do końca wyjaśniona – ów za duży na nią mundur mogła także równie dobrze dostać dopiero w obozie, najpewniej w Kozielsku. Być może stało się to z inicjatywy rady generalskiej, z generałem Henrykiem Odrowąż-Minkiewiczem na czele. Warunki wojenne powodowały, iż mogła z braku innej odzieży nosić kurtkę mundurową, jednak, dlaczego nosiła dystynkcje – rodzi się kolejne pytanie czy zweryfikowano jej stopień, czy też nadano fikcyjny stopień podporucznika lotnictwa? Rada generalska być może tą decyzją chciała ją jako kobietę, chronić przed szykanami radzieckich strażników – wychodząc z poniekąd naiwnego założenia, że mundur oficerski daje gwarancje nietykalności. Brak na ten temat jednoznacznych informacji źródłowych.

Już 8 września pociąg dotarł do Lublina, następnie do miejscowości Trawniki, dalej do Buczacza i ostatecznie do stacji w Kopiczyńcach. Stamtąd wraz z obsadą pociągu ruszyła marszem pieszym na południe. Gdy 17 września Armia Czerwona przekroczyła wschodnie granice Rzeczypospolitej, jednostka, w której znajdowała się Janina Lewandowska, dostała rozkaz, aby skierować się na południe kraju, w stronę granicy z Rumunią, by uniknąć starć z wojskami sowieckimi. Kilku kolegów namawiało Janinę do ucieczki w kierunku Węgier. Kusili ją miejscem w zdobytym samochodzie. Odmówiła. Część personelu 3 Pułku Lotniczego zdołała przedrzeć się na Węgry i do Rumunii. Walczyli potem w polskich dywizjonach w Wielkiej Brytanii.

Po pięciu dniach marszu grupa natknęła się na oddziały Armii Czerwonej. Prawdopodobnie 22 września, w rejonie Husiatyna zostali otoczeni przez piechotę i czołgi. Dowódca kompanii zapasowej kpt. pil. Józef Sidor wydał rozkaz poddania się. Następnie wzięci do niewoli i rozbrojeni, skierowani zostali do obozów jenieckich. Dowódca i podporucznik czasu wojny Janina Lewandowska, jako oficerowie zostali odseparowani od reszty grupy, umieszczono ich w skonfiskowanym polskim samochodzie sanitarnym, który odjechał w nieznane. Świadkiem tego wydarzenia był Władysław Nycz – klubowy kolega Janiny, a ponieważ był on w cywilnym ubraniu, więc nie zabrano go do niewoli. Argument ten może wskazywać na fakt posiadania munduru - Janina Lewandowska jako oficer dostała się niewoli sowieckiej i wraz z kpt. pil. Józefem Sidorem została przewieziona do obozu w Ostaszkowie, a stamtąd do Kozielska. Oddziały sowieckie brały do niewoli żołnierzy Wojska Polskiego, przekazując następnie ich wojskom konwojowym Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD). Te z kolei transportowały jeńców do wcześniej przygotowanych obozów i innych miejsc odosobnienia. Za jeńców wojennych uznano wszystkich żołnierzy Wojska Polskiego – z początku wydawało się to niespotykane, zwłaszcza w kontekście faktu, iż Związek Radziecki nie podpisał konwencji genewskiej z 1927 r., sytuacja jeńców wojennych nie była regulowana przez armię, lecz przez NKWD. W związku z tym na zapytanie komendanta obozu starobielskiego skierowane do Zarządu NKWD ds. Jeńców, jak postępować z zatrzymanymi, Szef Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych i Szef Wydziału 2 Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych wyjaśniali, że Konwencja Genewska z 1929 r. o jeńcach wojennych nie jest dokumentem, którym należy się kierować – tu obowiązującą wykładnią miały być dyrektywy Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych.

Trzy obozy jenieckie (Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków) uznane zostały za obozy specjalne i w stosunku do zatrzymanych w nich komisarz bezpieczeństwa państwowego I rangi Ławrientij Pawłowicz Berija wydał 31 grudnia 1939 r. rozporządzenia nakazujące przyspieszenie śledztwa oraz przygotowanie spraw sądowych. Do końca stycznia następnego roku grupy śledcze obowiązane były zakończyć sporządzanie aktów oskarżenia przeciwko jeńcom z tych obozów oraz osobom aresztowanym i przetrzymywanym w więzieniach. Obóz kozielski znajdował się w klasztorze znanym w Rosji pod nazwą Pustelnia Optyńska, dawnej fundacji książąt Puzynów — kniaziów z Kozielska, położonym w pobliżu miasteczka Kozielsk. Tu też trafiła Janina Lewandowska. Jeńcy polscy, mimo wyjątkowo uciążliwych warunków bytowych w Kozielsku, pozytywnie oceniali personel obozowy w odróżnieniu od wojsk konwojowych. Obóz w Kozielsku, zwłaszcza na przełomie września i października 1939 r., gdy funkcjonował jako obóz rozdzielczy, a następnie dla jeńców zamieszkałych na obszarach Polski okupowanych przez Niemcy, miał złą opinią. Był on przepełniony do tego stopnia, że jeńcy, z braku miejsc, spali na zmianę, źle funkcjonowały, łaźnie, brakowało także sanitariatow. Jeden z jeńców zanotował w swoim pamiętniku pod datą 7 lutego 1940 roku:

Jest tu w obozie lotniczka. Dzielna kobieta. Już czwarty miesiąc znosi z nami wszelkie trudy i niewygody niewoli”.

Plagą życia obozowego były ciągłe przesłuchania, mające związek z prowadzoną akcją ewidencjonowania jeńców i operacją wywiadowczą, tzw. czekistowską. Przesłuchiwania „rejestracyjne” łączyły się z przesłuchaniami operacyjnymi, ponieważ często prowadzone były przez tych samych śledczych. Niekiedy były one bardzo krótkie, ale czasami ciągnęły się nawet przez 72 godziny, w czasie których zmieniali się przesłuchujący. W trakcie przesłuchań prowadzonych przez oficerów NKWD Janina kłamała w żywe oczy: zataiła fakt zamążpójścia, podawała rok 1914 jako datę urodzenia i twierdziła, że jej ojciec miał na imię Marian. Skoro udawało jej się zataić prawdę, można przypuszczać, iż w chwili pojmania nie miała przy sobie żadnych dokumentów wskazujących na to, kim jest, – bo te z kolei posłużyłyby jako materiał pomocniczy w śledztwie prowadzonym przez NKWD. Zapewne doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że gdy NKWD odkryje, czyją jest córką zostanie natychmiast zabita – zagubione, zniszczone lub wyrzucone dokumenty mogły ukryć prawdę o niej. Czy przesłanki, jakimi się kierowano przy ewentualnym nadaniu lub potwierdzeniu jej stopnia oficerskiego były słuszne? Z perspektywy czasu wiemy, że nie. Polskim generałom wydawało się, że w ten sposób zapewnią Janinie Lewandowskiej bezpieczeństwo, że jako oficer będzie pod ochroną. Zachowało się bardzo mało informacji o jej życiu w obozie w Kozielsku. Miała osobne pomieszczenie w bloku, zwanym z dozą czarnego humoru przez oficerów „Bristolem”. Mieszkała w schowku pod schodami. Wiadomo, że pomagała kapelanowi, wypiekać hostie na obozowe msze, co zresztą było ścigane przez NKWD. Ubrana w mundur lotnika spacerowała po obozowym placu, pomagała organizować religijne życie jeńców. Była postacią rzucającą się w oczy – jedyna kobieta-oficer w obozie:

przychodziła dość często do domu Nr. 17, gdzie i ja kwaterowałem na pryczy I. piętra, by widzieć się z dwoma swymi znajomymi m.in. ppor. lek. Dr. Kulikowskim Michałem, lekarzem pułku lotniczego z Wileńskiego... Chodziły słuchy, że jest ona krewną, czy córką generała N.N. i że pochodzi z Poznania. Ubrana była w polski mundur lotniczy męski... Pozostało wśród jeńców kozielskich wspomnienie o jej następnie daremnych próbach - kiedy przyszło do rozładowania obozu, przyłączenia się do transportu, którym wywożono ludzi jej najbliższych...”.

Czy była jedyną kobietą z przeszkoleniem lotniczym w obozie w Kozielsku? Istniały spekulacje, że nie. W obozowych zapiskach zachowały się strzępy informacji o niej. Budziła powszechny szacunek: „według relacji ocalonych jeńców Kozielska, w obozie tym oficerskim, zamknięta była jedna kobieta. Była to lotniczka, podporucznik, występująca pod nazwiskiem Lewandowska. Istniały jednak wersje, że nazywała się ona naprawdę inaczej. Nosiła rzekomo nazwisko jednego z wybitnych generałów polskich, szczególnie znienawidzonego przez bolszewików i dlatego je ukrywała”.

Tak minęła zima przełomu 1939/1940 r. Polscy jeńcy – a wśród nich i Janina Lewandowska - nadal nie wiedzieli, jaki los ich czeka… Wyniki wielomiesięcznych przesłuchań, śledztw oraz indoktrynacji więźniów – jak meldowali o tym sowieccy politrucy do swoich przełożonych z centrali NKWD – nie przyniosły spodziewanych efektów, jedynie pojedyncze jednostki zdołano „złamać”. Zdecydowana większość nie uległa, otwarcie manifestując swój patriotyzm oraz przekonanie o rychłym odrodzeniu się Polski w jej przedwojennych granicach. W realiach sowieckich rozwiązanie tego istotnego problemu mogło być tylko jedno: przystąpienie do akcji likwidacyjnej. W marcu zapadł wyrok - decyzją Biura Politycznego Komitetu Centralnego WKP (b) z dnia 5 marca 1940 r. postanowiono zlikwidować obozy, m.in. w Kozielsku. Powzięcie tej uchwały pozostawało w jawnej sprzeczności z międzynarodowym Prawem Konfliktów Zbrojnych – IV Konwencja Haska z 18 października 1907 r., dotycząca praw i zwyczajów wojny lądowej – zapewniającym wszystkim jeńcom wojennym całkowitą ochronę ze strony państwa, które wzięło ich do niewoli. Nie może, zatem dziwić fakt, że dokument ten przeleżał skrywany w archiwach sowieckich aż do 1992 r., gdy przedstawiono go opinii publicznej. Formowanie transportów następowało na podstawie list wywozowych – słusznie określanych mianem list śmierci. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy były one układane według jakiegoś wcześniej przyjętego klucza. Niemniej jednak należy podkreślić, że w pierwszych transportach znaleźli się oficerowie, którzy zdominowali życie obozowe, wykazując największą wolę walki i oporu wobec wszechobecnej indoktrynacji.

Wywózki z obozu w Kozielsku rozpoczęły się w dniu 3 kwietnia 1940 r. Dziennie wywożono od 100 do 300 osób. Z fikcyjnymi danymi podanymi w czasie przesłuchania Janina Lewandowska figuruje na liście wywozowej nr 0401, pod pozycją 53. Według list wywozowych Janina wsiadła do pociągu. Transport wyruszył 20 lub 21 kwietnia 1940 r. Pociąg jechał całą noc, by rano dotrzeć do miejscowości Gniezdowo. Tam razem z innymi jeńcami wsiadła do ciężarówki i pojechała w stronę odległej o kilka kilometrów wsi Katyń. Istnieją rozbieżności, co do daty śmierci Janiny Lewandowskiej. Została zamordowana strzałem w tył głowy najprawdopodobniej dnia następnego lub w dzień swoich 32 urodzin. Była jedyną kobietą wśród zabitych.

Pierwsze wiadomości o zbrodni w Lesie Katyńskim władze niemieckie otrzymały już w dniu 2 sierpnia 1941 r. od jednego z jeńców wojennych, jednak nie wzbudziły one większego zainteresowania hitlerowców. Klęska stalingradzka i trudności, z jakimi się borykał Wehrmacht na froncie wschodnim, zmieniły diametralnie podejście władz. Kiedy na początku 1943 r. wrogo nastawiony do władz sowieckich Rosjanin Iwan Kriwoziercow, mieszkaniec pobliskiej wsi, przekazał lokalnym władzom niemieckim informację o prawdopodobnym miejscu pochówku polskich oficerów, błyskawicznie, bo już 18 lutego 1943 r., rozpoczęły one wstępne badanie mogił.

W czasie prac ekshumacyjnych odnaleziono szczątki Janiny Lewandowskiej. Ciało kobiety w mundurze było niewygodnym faktem. Na liście obozowej Janina Lewandowska jeszcze figurowała, ale na opublikowanej przez Niemców liście katyńskiej już nie. Przez ponad pół wieku uchodziła za osobę zaginioną. Z zachowanego materiału źródłowego wynika iż: „należy tu zwrócić uwagę na jeden jeszcze charakterystyczny wypadek indywidualny. W obozie w Kozielsku znajdowała się jedna kobieta, porucznik-pilot Janina z Dowbór-Muśnickich Lewandowska. Otóż jest faktem znamiennym, iż, podczas gdy wycieczkę dziennikarzy w Katyniu w kwietniu 1943 r. poinformowano, że w odkrytych grobach, obok zwłok oficerów, znaleziono zwłoki jednej kobiety, oficjalny komunikat niemiecki nic o tym nie wspomina. Widocznie Niemcy, którzy nic nie wiedzieli o pobycie w obozie kozielskim jednej kobiety, zataili ten fakt w swym raporcie, sądząc, że fakt znalezienia zwłok kobiecych podważa ich tezę o wymordowaniu w Katyniu kozielskiego obozu oficerów – jeńców. Tymczasem fakt ten w rzeczywistości tezę tę dodatkowo potwierdza”.

Jej czaszka została wywieziona wraz z kilkoma innymi (męskimi) przez obecnego przy ekshumacji profesora Gerharda Buchtza. Czaszkę Janiny Lewandowskiej, oznaczoną jako V-13, widział w smoleńskim laboratorium w 1943 r. dr Marian Wodzyński, członek delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża. Po powrocie do Krakowa opowiedział o tym prof. Bolesławowi Popielskiemu. Czaszki trafiły w 1943 r. do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, gdzie służyły jako materiał poglądowy dla studentów. Po wojnie Urząd Bezpieczeństwa usiłował zatrzeć wszelkie ślady zbrodni katyńskiej, lecz przeoczył je. Czaszki były przechowywane i ukrywane w Zakładzie Medycyny Sądowej aż do 2003 r. Po wojnie kierownikiem Zakładu został prof. Bolesław Popielski. Znał on doskonale pochodzenie tych czaszek - miały one otwory wlotowe odpowiadające pociskom kalibru 7.65, jakich w 1940 r. używało NKWD. Ich tajemnica została odsłonięta dopiero w 1997 r. Zgodnie z życzeniami prof. Bolesława Popielskiego, jego następcy w 2003 r. ujawnili istnienie czaszek katyńskich i rozpoczęli badania czaszki kobiecej. Powszechnie było wiadomo, że w Katyniu zginęła jedyna kobieta: podporucznik czasu wojny pilot Janina Lewandowska W ciągu 3 lat grupa badawcza naukowców z Wrocławskiego Uniwersytetu w składzie: prof. dr hab. Tadeusz Krupiński (antropolog), prof. dr hab. Zbigniew Rajhel (antropolog), dr hab. Barbara Kwiatkowska (antropolog) i z Zakładu Medycyny Sadowej Akademii Medycznej z Wrocławia: dr n. med. Jerzy Kawecki oraz dr n. med. Hubert Szatny, udowodniła, że owa czaszka kobieca przywieziona przez profesora Gerharda Buchtza do Wrocławia jest czaszką Janiny Lewandowskiej. Raport został ogłoszony w 2005 r. W listopadzie tego samego roku pochowano ją z honorami wojskowymi w mogile rodziny Dowbor-Muśnickich w Lusowie.

W 2007 roku Towarzystwo Pamięci gen. Józefa Dowbór – Muścickiego w Lusowie wystosowało wniosek do Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha, o pośmiertne nadanie stopnia porucznika Janinie Lewandowskiej. Wniosek został poparty i w tym samym roku podczas uroczystości Święta Niepodległości w Warszawie, ówczesny Prezydent Lech Kaczyński odczytał akt nadania awansów poległym w Katyniu, w tym jedynej kobiecie – Janinie Lewandowskiej. Los jest myśliwym – Charków gdzie przyszła na świat i Katyń gdzie z niego zeszła, oba miejsca naznaczone krwią polskich żołnierzy…

Katyń zajmuje szczególne miejsce w pamięci polskiego narodu, nie tylko ze względu na okrucieństwo i rozmiar zbrodni. Jest on symbolem bezwzględności totalitaryzmów, kłamstwa, ale również walki o prawdę… Czy zawsze? Szereg pytań czasem pozostaje bez odpowiedzi... Sprawa Katynia to przede wszystkim dzieje zbrodni na polskich oficerach popełnionych przez organy ZSRR również w innych niż las katyński miejscach. Jest to także jeden z głównych, ciągle powracających problemów w najnowszej historii Polski, w której zapisała się i porucznik czasu wojny, pilot cywilny Janina Lewandowska de domo Dowbor-Muśnicka. Czym jest śmierć jednego człowiek na tle ponad 15.000? Zestawieniem statystycznym widzianym przez pryzmat losów młodej kobiety czy też podstawą do stawiania pytań? Tragiczne losy lotniczki i jej rodziny są jakby matrycą dziejów najnowszych naszego kraju. Gdy Janina Lewandowska przebywała w obozie w Kozielsku, jej młodsza siostra spiskowała przeciwko Trzeciej Rzeszy. Wstąpiła do Organizacji Wojskowej „Wilki”. W dniu 29 marca 1940 r. uczestniczyła w pierwszej zbrojnej potyczce żołnierzy podziemia z wrogiem broniąc lokalu konspiracyjnego przy ulicy Sosnowej w Warszawie. W kwietniu trafiła na Pawiak. W dniu 21 czerwca 1940 r. została wywieziona z grupą innych więźniów w okolice Palmir. Agnieszka Dowbor-Muśnicka zginęła dwa miesiące po śmierci swej siostry Janiny.

 


Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie
Województwo Małopolskie
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
© Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie   |   Polityka prywatnosci i obsługi "ciasteczek"